Armia
Antiarmia
Ars Mundi
****
A więc stało się: debiutancki longplay Armii, który miał swą premierę w 1988 roku, w końcu ukazał się na kompakcie! Ale też nie bez powodu ten materiał (choć przyozdobiony reprodukcją dawnej okładki) wyszedł pod nowym tytułem... Pierwotnie album zatytułowany był po prostu: "Armia" i zawierał piętnaście pozycji. A tu mamy ich aż dwadzieścia trzy. Do utworów z "Armii" (w nieznacznie zmienionej kolejności - "Bombadil w locie", nie wiedzieć
czemu, trafił na koniec) doszło sześć numerów, które były dostępne kiedyś na płytach Tonpressu (Na ulice; Jestem drzewo, jestem ptak; Jeżeli...; Aguirre; Trzy znaki; Saluto), a także dwie, dotąd niepublikowane, armijne wersje cudzych kompozycji: "Sheena Is A Punk Rocker" The Ramones, z polskim cantem i anglojęzycznym refrenem (tu jako "She Is A Punk Rocker") i "YYZ" Rush (też pod przekręconym tytułem: "YYZZ").
Tonpressowskie nagrania Armii, od których rozpoczyna się ten kompakt, to - muzycznie biorąc - dawka punk rocka: zamierzona monotonia, surowe riffy gitarowe Roberta Brylewskiego. A do tego Tomek Budzyński, który krzyczy-melorecytuje "brzydkim" głosem (Na ulice; Jestem drzewo, jestem ptak). To ostatnie na pewno jakoś wyrasta z jego doświadczeń z superpunkowej Siekiery, w której stawiał swe pierwsze estradowe kroki... Ale też jeden z utworów ma "programowy", niby-folkowy wstęp i - następnie - stosowne dodatki aranżacyjne (Aguirre). A już te pierwsze teksty Budzyńskiego nadają poczynaniom Armii specyficzny klimat. Są "walczące", lecz nie mają nic z - tak bardzo punkowego - nihilistyczno-prowokacyjnego zabarwienia: ratujmy życie, ratujmy
świat/otwórzmy oczy, przestańmy spać/zacznijmy od siebie, zacznijmy zaraz/zacznijmy teraz (Trzy znaki). Albo: jeszcze nie umarły, jeszcze się otwarły/oczy, które widza, oczy, które
płaczą (Na ulice). Co tu dużo mówić: już pierwsze minuty tej płyty niepozostawiają wątpliwości, że obcujemy z jednym z ciekawszych zjawisk, które pojawiły się w nurcie rodzimego punku...
W repertuarze, pochodzącym z pierwszego longplaya po - najwyraźniej mającym zaintrygować, wprowadzić szczególną atmosferę - "Intro" zespół kontynuje swą wędrówkę szlakiem punkrockowych brzmień (dotyczy to również instrumentalnego "Bombadila"). W podkładach wypada sprawnie i z czadem. Czad bywa tym większy, że niekiedy Armia serwuje nam wwarstwie instrumentalnej jakby stop punku i thrashu ("Hejszarawiara"). Ale też nie brak kolejnych muzyczno-aranżacyjnych rozwiązań, które świadczą, ze ta Armia na pewno nie mieści się w punkrockowych koszarach. Dochodzi "pastoralne" i niemalże jamowe "Wiatr wieje tam, gdzie
chce". A przede wszystkim - zapowiedź późniejszych poszukiwań stylistycznych ekipy Budzyńskiego i Brylewskiego, w postaci "Nic już nie przeszkodzi". To udziwniony pogłosem, majestatyczny i trochę solennie brzmiący, "kilkuwarstwowy" numer, już z waltornią Banana...
Towarzyszące tej mocnej
muzyce teksty Budzyńskiego
i tym razem najwyraźniej tonują ostateczny efekt, układają się w przestanie mogące
wzbudzić chyba w każdym
sympatię do tej Armii: "Chcemy wygrywać wojny, wojny bez
łez" (Wojny bez łez)... "My jesteśmy śmiech/wszechmogący
śmiech" (Niewidzialna armia)...
Dwa kończące kompakt bonusy trudno inaczej potraktować niż jako ciekawostki. W
numerze The Ramones instrumentaliści robią swoje z
odpowiednim biglem, natomiast Budzyński-wokalista,
niestety, trochę nie dotrzymuje im kroku. To tylko takie
odśpiewywanie... Natomiast
utwór z repertuaru Rush to
po prostu dawka popisowego
grania (duże brawa dla basisty!). Jednak nie zmienia to
faktu, że całość wypada trochę bez wyrazu. Ale nie robiłbym z tego Armii jakiegoś zarzutu: w ogóle taki typ kompozycji zaskakująco się zestarzał. A swoją drogą - mamy
tu świetny dowód na niebywałą rozpiętość muzycznych
zainteresowań tej grupy: od
Rush do Ramones naprawdę
jest daleko. To też jakiś przejaw "armijnej" oryginalności.
(wk)
Tylko Rock - nr 103 - marzec 2000
powrót